|

Wzgórza dzikie w
środku miasta wznoszą się ku niebu
Śnieg zasypał wszystkie
gniazda i wszystkie kotliny
Łanie w śniegu brną
szukając źdźbła z zeszłego lata
Wilki cicho mkną za
nimi...
Zatrzymany czas,
zatrzymane życie
Wkoło cienki las,
śniegowe okrycie
Biegnę za wilkami,
pustka dookoła
Hen w oddali miasto,
klaksonami wola...
Goniąc za wilkami w
śniegowej poświacie
W śniegowej zadymie
mglą światła dalekie
Przypominam dzieje
miejsca tego dzikie
Groby Indian
zarośnięte,nikt z płaczem nie wola
Zatrzymany czas,
zatrzymane życie
Miasto w dole lśni,
utopione w micie
Wilki znikły w dali,
nic ich nie zatrzyma
Łani krzyk samotny,
wkoło tylko zima...

Głęboki śnieg,
bezkresna przestrzeń, zacinający śniegiem mroźny wiatr. Idę
pod górę w kopnym śniegu, przez chmury prześwituje czasami
blask zachodzącego słońca. Docieram do szczytu, w dole
rozciąga się widok na dalsze wzgórza i doliny. W jednej z
kotlin widać poruszające się sznurem, jeden za drugim wilki.
Za grzbietem górskim w drugiej kotlinie samotna łania brodzi
w głębokim śniegu. Nie spieszy się, często przystaje. Czy
wie, że po drugiej stronie grzbietu górskiego skrada się
śmierć? Czy jest spokojna, czy zmęczona przedzieraniem się
przez śnieg? Może chora? A może ma dosyć i czeka na
zakończenie... Nie, nie ma dosyć. Wilki docierają do
grzbietu, łania zrywa się do biegu, ciężko skacze przez
śnieg, wilki puściły się w pogoń, są tylko trzy. Jeden
oddziela się i ledwo widoczną ścieżką wydeptaną w śniegu
biegnie dwa razy szybciej niż jego towarzysze. Biegnie
szerokim łukiem i znika za następnym grzbietem pagórka
daleko w przedzie przed rozpaczliwie skaczącą pod górę w
kopnym śniegu łanią. Dwa pozostałe biegną w ślad. Mimo że
lżejsze też zapadają się w białym puchu. A może tylko chcą
dać czas temu w przedzie na zajęcie pozycji. Nie trwało
długo, gdy łania zniknęła za grzbietem wzgórza, zaraz potem
zniknęły i wilki, a potem cisze przeciął krzyk. Krótki, jak
urwany płacz dziecka...
|

Cały ten dramat nie
odbywał się gdzieś dzikich ostępach wśród niedostępnych gór.
Stało się to w mieście Calgary, na terenie jednego
największych w Kanadzie miejskich parków, na Nosowym Wzgórzu
– Nose Hill. Park to trochę nieadekwatne określenie. 1200
Hektarów (tak hektarów, nie arów) pozostawionego naturze
terenu górującego wysoko nad miastem. Ode mnie od domu jadę
tam ok. 5 minut. Podobne miejsce, chociaż na płaskim terenie
znajdowało się 30 min. na zachód od Mississauga. Dzika część
Bronte Park. Nie ta gdzie wjeżdżało się samochodem i z
uporządkowanym terenem dla rodzinnych pikników, ale po
drugiej stronie rzeki. Niewiele zostało z tamtego miejsca.
Ktoś zarządził by przeciąć ten dziki teren asfaltowymi
drogami, usypanymi sztucznie górkami i miejscami
campingowymi. Otoczone to zostało dzielnicami nowych domów i
magia tamtego miejsca znikła. Znikły dzikie łąki i stare
drzewa, pod którymi tyle dobrego działo się dla mnie. Dziś
tamte miejsca i tamta dziewczyna odeszły w inny czas i to
chyba dobrze ze dzieli mnie od tego 3500 km.

Nose Hill Park jest
drugim pod względem wielkości w Calgary, ustępując w
powierzchni tylko Fish Creek Provincial Park. Trawiaste
zbocza, osikowe zarośla, ponad 66 rożnych gatunków roślin.
Ten rodzaj trawiastych terenów jest uważany obecnie jako
ginący w Północnej Ameryce, ustępując terenom rolniczym. Na
terenie tym żyje ponad 198 gatunków różnych stworzeń.
Nie wiadomo dokładnie
skąd się wzięła nazwa tego terenu, ale popularna legenda
głosi, że europejski odkrywca zapytał tubylca o nazwę
wznoszącego się w oddali wzgórza. Otrzymał odpowiedź, ze
Nose Hill, ponieważ z tego miejsca przypomina ono wygląd
nosa ich wodza.
Pierwsza notatka o Nose
Hill pochodzi z roku 1779. Zapisał ją Peter Fidler,
handlowiec z Hudson’s Bay Company. W roku 1980 obszar Nose
Hill Park został oficjalnie oznaczony jako rejon pod
ochroną. Niegdyś określany jako północne rubieże miasta,
dzisiaj otoczony jest ze wszystkich stron nowymi
dzielnicami. Jego wielka powierzchnia powoduje jednak, ze w
wielu miejscach nie widać otaczającej cywilizacji. W
niedalekiej przyszłości władze miasta planują ograniczyć
prawie 300 kilometrów ścieżek do ok. 60 km, z czego cześć
wyasfaltować i udostępnić akces tylko do ok. 35% parku.
Spieszmy się więc by zobaczyć to unikalne miejsce w jego
naturalnej postaci. Z najwyższego wzgórza podziwiać można
wspaniały masyw Gór Skalistych piętrzących się w oddali,
niezapomniane wschody i zachody słońca, znaleźć kompletną
ciszę i spokój, a także widok na dalekie lotnisko, wznoszące
się w oddali wieżowce śródmieścia i rozległą panoramę
miasta,. Park mieści się pomiędzy 14 Street NW od wschodu,
Shaganappi Tr. NW od zachodu. John Laurie Blvd NW od
południa i MacEwan od północy. Od każdej strony znajduje się
kilka bezpłatnych parkingów gdzie można zostawić samochód i
zanurzyć się w naturę.
Marek Mańkowski
"Goniec" 16.02.2007
|