|
W tym roku marzec w Calgary jest wyjątkowo łagodny. Od ponad
tygodnia temperatura w dzień jest powyżej zera, a kilka razy
osiągnęła nawet dwucyfrową liczbę dodatnią. Gdy połączymy to
ze słońcem to staje się wręcz upalnie jak na albertańskie
warunki i można chodzić w krótkim rękawie. Tzn. ja mogę bo
moja małżonka jeszcze nieprzyzwyczajona i fajnie chyba
wyglądamy razem, ona w kożuchu lub w ciepłej kurtce, a ja w
t-shirt. Nastolatki noszą już oczywiście krótkie spódniczki
i gołe nogi, ale to żadna wykładnia, bo one nawet w
siarczysty mróz tak chodzą, przynajmniej w Calgary. Jest
jednak ogromna różnica w odczuwaniu temperatury pomiędzy
Calgary i Toronto. Suche tutejsze powietrze i ostre górskie
słońce (Calgary znajduje się 1048 m nad poziomem morza, tyle
samo, co wyższa część Zakopanego) powoduje, że zimno czy
gorąco nie odczuwa się tak dotkliwe jak w Toronto gdzie przy
– 6 stpniach człowiek nie wie co jeszcze na siebie włożyć by
nie czuć przenikliwego zimna, a przy +27 chciałby zanurzyć
się w lodzie. Wszystko ma oczywiście swoje „zady i walety”
jak mówiła moja Exia. Wadą warunków pogodowych i
powietrznych w Calgary jest wegetacja roślinna w ogrodach, a
raczej jej brak. Można zapomnieć o pomidorach, truskawki
rachityczne, kwiatki rosną tylko raz, trawa do niczego,
warzywa trzeba sprowadzać z Kalifornii. Pamiętam, że w moim
ogrodzie w Mississauga mogłem włożyć suchy patyk w ziemię i
po tygodniu pokazywały się listki. Tutaj można zasadzić
wybujały krzak i po tygodniu zostanie z niego suchy patyk. Z
małych niewygód to herbata zawsze z pianką, bo gotująca się
woda nigdy nie osiąga 100 stopni. W związku z tym obiad
również gotuje się dłużej. Mówiąc o obiedzie, doszły mnie
słuchy, że w związku z moim ostatnim artykułem dotyczącym
zabawy walentynkowej i obsługi kuchennej, panie z kuchni
parafialnej poczuły się obrażone i zapowiedziały, że mnie
już na żadną zabawę z ich kuchnią nie wpuszczą. Hm… może to
i lepiej, bo kto wie, co mógłbym znaleźć wtedy na talerzu.
Do tej pory na żadnej ich zabawie nie byłem, i z tego
wynika, że miałem szczęście, więc może niech już tak
pozostanie. Zacząłem pisać ten artykuł w niedzielę, dzisiaj
jest wtorek, no i oczywiście według powiedzenia, że jak się
komuś nie podoba pogoda w Calgary to niech poczeka pięć
minut, wczoraj wieczorem spadł śnieg, na szczęście niedużo.
Ale w nadchodzący weekend znowu ma być ciepło. Jak jest
ciepło i wiosennie, to mimo szaroburej trawy i czarnych
drzew chce się wyjść w naturę by chociaż pomarzyć o zielonej
wiośnie. Jeśli ktoś nie lubi samotnych wypraw, to może to
zrobić w grupie i to dobrze zorganizowanej. Jest to grupa
której pasją jest obserwacja ptaków.

Moje ptasie obserwacje sprowadzały się do tej pory do
ptactwa łownego, czyli jarząbków, kaczek, gęsi itp.
Obserwowałem je głównie na przedłużeniu lufy strzelby i
potem na ziemi lub w wodzie jeśli miałem szczęście i po
wystrzeleniu niepoliczalnej ilości nabojów, no bo przecież
każdy myśliwy wie że „co
paczka (nabojów) to kaczka”. Grupa, o której mówię
nie bierze jednak ze sobą żadnych strzelb i nie musi się
martwić o sezony łowieckie bo jej jedyne uzbrojenie to
lornetki, lunety, aparaty fotograficzne i kamery.
Dowiedziałem się o tym od swojej ulubionej koleżanki Elli
Rysz, która znalazła tę grupę na Internecie, pojechała na
spotkanie i wyprawę i opisała to wszystko na swojej stronie
www.ploty.com
. Zobaczyć ptaka zimą w Calgary nie jest łatwo, chyba że
jest to sroka, albo kruk. Czasem zdarza się wróbel. Okazuje
się jednak, że wystarczy umieć patrzeć i wiedzieć gdzie a
otwiera się cały nowy ptasi świat.
 
Okazuje się, że w Albercie jest kilkaset różnych gatunków
ptasich i ptasia grupa próbuje je wszystkie zobaczyć i
zapisać, sfotografować i sfilmować. To też swojego rodzaju
polowanie i na pewno jest to ekscytujące. Będę się musiał
się wybrać, co prawda nie z grupą bo jestem raczej za
samotnym obcowaniem z naturą, tylko sam, ale nie wezmę
strzelby ani suchej bułki. Czemu bułki? Bo lata temu nad
jeziorem Ontario w Mississauga karmiłem zimą ptaki i
rzucając suchą bułkę trafiłem niechcący prosto w łebek
nadlatującą mewę. Mewa spadła do wody i o mało co się nie
utopiła. Na szczęście ocknęła się w porę i znowu wzbiła w
powietrze. Mam więc w planach na nadchodzącą niedzielę
wybrać się na poszukiwanie ptaka i polecam wszystkim to samo
bo nie ma nic bardziej relaksującego jak spotkanie z Naturą.
Dla tych, którzy lubią zajęcia grupowe, polecam wejście na
stronę:
www.naturecalgary.com
. Można tam zapoznać się z terminami wypraw i po prostu
dołączyć się w podanym miejscu i godzinie. Zobaczcie ptaka w
Calgary i zróbcie mu zdjęcie. To na pewno będzie dobry dzień
Marek Mańkowski
PS
Zdjęcia zrobione przeze mnie w Albercie. Ptaki są prawdziwe
i żywe oprócz gęsi, która żywa nie jest
|
|