|
Moja siostra
Izabella wyjechała z Polski w roku 1972 (chyba). Na pewno na
początku lat siedemdziesiątych. Pierwszy raz do Polski
przyjechała w roku 1986 na pogrzeb naszego ojca. Uważałem
wtedy, po kilku dniach jej pobytu, że jej długi pobyt za
granicą spowodował, że nie rozumie ona zupełnie warunków
życia w Polsce. Że mieszkając tyle lat na Zachodzie,
zatraciła zrozumienie dla Polaków ze starego Kraju. Dla niej
wszystko było proste i na wszystko miała lekarstwo.
Wiedziała, co powinniśmy w Polsce zrobić żeby było lepiej i
jak powinniśmy żyć by było nam dobrze. Denerwowało mnie to,
bo co ona mogła wiedzieć o życiu w Polsce, gdy jej tu nie
było. Minął rok i sam wyjechałem z rodziną na emigrację. Już
po pół roku w obozie w Niemczech Zachodnich uderzyło mnie,
że w stosunku do nowoprzybyłych z Polski zachowuję się
podobnie jak moja siostra w Polsce. Te pół roku wystarczyło.
Do obozu ciągle przybywali nowi emigranci, a ja zauważyłem,
że rozmawiam z nimi o Polsce tak jak moja siostra ze mną.
Zapamiętałem to sobie na resztę życia. Jak szybko
zapominamy, jak szybko przestajemy rozumieć to, co kiedyś
było takie proste tam w kraju. Co ciekawe, dalej jest to dla
nas emigrantów proste, ale dla rodaków z Polski brzmimy
jakbyśmy spadli z księżyca.
Czemu o tym
piszę? Bo przez ostatnie tygodnie w Polsce wrzało. Odbywały
się wybory Prezydenta Rzeczpospolitej. W rezultacie
sprowadziło się to do dwóch kandydatów: Kaczyńskiego i
Komorowskiego. Dało się wyraźnie zauważyć, że elektorat
Kaczyńskiego był niezwykle agresywny. Nie mówię tu o jego
biurze wyborczym tylko o zwolennikach. Podały wulgarne słowa
i okrzyki. Manipulowano patriotyzmem i ojczyzną, naciskano
na niezdecydowanych w sposób często bardzo nieprzyjemny, nie
argumentacją ale prawie siłowym naciskiem. To wszystko
przeniosło się na grunt Polonii w Kanadzie i na całym
świecie. Tutaj nie były to duże grupy (ok. 5 procent w
Ontario, 1.5 procenta w Albercie) ale za to głośne.
Niektórzy, jak p. Peter Stan zakładali grupy na „facebook”.
Nic w tym złego ani dziwnego gdyby nie to że p. Stan z
języka polskiego poznał tylko jego najbardziej wulgarną
część. Gdy zapytałem czemu się tak nie po polsku nazywa,
obrzucił mnie jeszcze gorszymi inwektywami ale powiedział że
urodził się w Kanadzie. Nie wyjaśniło mi to jego nazwiska,
ale już nawet nie chciałem. Musiałem zablokować jego dostęp
do mojego profilu bo słownictwo pod budką z piwem to wersal
w porównaniu z tym jak ten „pan” się wyrażał. Jak się na
niego natknąłem? Otóż nie wiem jakim cudem znalazłem się w
założonej przez niego grupie popierającej Kaczyńskiego która
to grupa już w tytule miała pierwsze słowo na „ch”.
Próbowałem się wypisać, nie dało rady. Jeśli tak działał
elektorat Kaczyńskiego to współczuję mu popleczników.
W Calgary lokal
wyborczy zorganizowany był jak zwykle w biurze Konsula
Generalnego w Domu Polskim. To, że jestem przeciwko
głosowaniu w polskich wyborach zasiedziałej Polonii nie
znaczy, że jestem przeciwko organizowaniu takiego biura.
Wręcz przeciwnie. Jest przecież sporo rodaków, którzy są
tutaj tylko tymczasowo w pracy czy z wizytą. Również,
ponieważ Rząd Polski dał Polonii prawo głosowania, jeśli
ktoś uważa, że powinien to robić mieszkając na stałe tutaj
to sprawa jego sumienia a nie moja i powinien mieć gdzie to
zrobić. Sam nawet pomagałem w organizacji takich wyborów w
2007 roku i zrobię to znowu jeśli będzie taka potrzeba, ale…
Mieszkam za
granicami Polski od 23 lat. Pierwszy raz do Polski
pojechałem po 17 latach (polecam artykuł z mojej strony:
www.marekmankowski.com
, dział „Archiwum”- „Nowa Polska”). Jedno wiem na pewno:
Polacy mieszkający na stałe za granicą nie powinni głosować
w wyborach w Polsce. To niemoralne wybierać komuś
przedstawicieli (prezydenta, posła, radnego) i nie ponosić
konsekwencji tego wyboru, bo tam nie mieszkamy. Znam
wszystkie argumenty wielkich polonijnych „patriotów” za
udziałem w wyborach i jeszcze raz powtarzam: TO NIEMORALNE.
Jeśli chcecie wpływać na losy Polski to jedźcie tam i
zamieszkajcie i pracujcie. Wtedy i tylko wtedy macie moralne
prawo wybierania. Wielu dorabia sobie różne etosy do powodów
swojej emigracji. Po co? Wyjechaliśmy i nawet jeśli jest
tych kilku których do tego zmuszono to już dwadzieścia lat
temu mogli wrócić i budować nową Polskę. Jeśli tego nie
zrobiliście to odczepcie się od układania życia tym, co tam
mieszkają i pracują. To nie ma nic wspólnego z patriotyzmem
tylko z własnym ego i wielką zarozumiałością. Patriotyzm
Polonii to utrzymanie polskości, wychowanie dzieci w
szacunku do starego kraju, utrzymanie polskiego języka.
Wrzucanie głosu do polskiej urny przez zasiedziałego
emigranta to po prostu WSTYD i wykorzystywanie kurtuazji
polskiego rządu, który dał takie prawo rodakom na obczyźnie.
Napisałem to na swojej stronie i dostałem list od oburzonej
pani Elli z Ontario:
Panie Marku,
Jestem
zaskoczona Panska krotkowzrocznoscia. Skad Pan wie, ze
kiedys nie wroci Pan do Polski jak wiele innych osob, ktore
to zrobily? Poza tym jak mozna zabraniac ludziom majacym
polskie obywatelstwo, ze chca brac udzial w zyciu Polski? A
Pan to robi swoimi slowami… Slyszal Pan o bankietach dla
powodzian? Czyli ze pomoc finansowa dla rodakow jest w
porzadku, ale branie udzialu w zyciu politycznym nie? A co
Pan robi? Dla kogo te Panskie ksiazki i artykuly? Dla
Polakow? Dla Kanadyjczykow?
Poza tym nie ma
Pan prawa publicznie wymyslac ludziom, ktorzy mieli zamiar
brac udzial w wyborach. W Kanadzie nazywa sie to “bullying”.
Czytalam
Panskie artykuly, ale po tym ostatnim stracilam szacunek do
Panskich wypowiedzi. Moze to co pisze nie wywrze na Panu
zadnego wrazenia… Moze Pan bedzie dalej zacietrzewiony, ale
to juz nie moja sprawa… Zreszta, jak Pan widzi, rodacy w
Polsce i tak wybrali, kogo chcieli, tzn. kogo im lansowano,
a Panskie slowa o wstydzie pozostaly… A to Panu
powinno byc wstyd.
Z powazaniem
Elzbieta
Hmm… Nie
zauważyłem żebym komuś wymyślał, przedstawiłem tylko swoje
zdanie. Lansowano zarówno jednego kandydata jak i drugiego.
Dobrze, że słowa o wstydzie pozostały. Może się to przyda
następnym razem. Ja nikogo nie zmuszam ani nie nakłaniam do
swojego zdania. Mam przyjaciół z zupełnie odmiennym poglądem
niż mój i wcale nam to nie przeszkadza być przyjaciółmi. Są
jednak ludzie, którzy absolutnie nie akceptują odmiennego
niż ich zdania i gdy nie skutkuje agresywna argumentacja to
uciekają się do wulgarnych słów i fizycznych gróźb jak w
przypadku Petera Stana. To oni są ci tzw. „bullys”.
Jednogłośną i mającą jedyną rację Partię już w Polsce
mieliśmy. Przez ponad 50 lat. Nauczmy się demokracji i
szacunku dla zdania innych. Najwyższy czas.
Marek Mańkowski
|
|