|
Palmowa Niedziela.
Obudziłem się wcześnie rano. To ostatnia okazja by znaleźć
bazie i mech. To taka moja własna tradycja, że nie kupuję
bazi tylko je sam znajduję i wycinam. Mech tez musi być
prosto z lasu. Przez lata spędzone w Mississauga wiedziałem
dokładnie gdzie pojechać by znaleźć i jedno i drugie, nie
było to trudne. Tutaj nie jest to takie proste. Co prawda z
mchem w lesie nie ma specjalnie problemu, tyle, że do lasu
jest kilkadziesiąt kilometrów, ale drzewa tutaj to głównie
świerki, wiązy i brzozy. Znałem jednak takie jedno miejsce
gdzie przy szosie rosły wierzbowe zarośla. Dzień zapowiadał
się piękny, słońce świeciło i może nie było zbyt ciepło, ale
najwyżej minus jeden. Telefony do Polski spowodowały, że
zanim się wybrałem była już dziesiąta. To ciągle jeszcze
było OK. Do przejechania tylko 60 km w jedną stronę, pogoda
ciągle wspaniała. Jeszcze tylko śniadanie i w drogę... Jest
takie powiedzenie:, jeśli nie podoba się Ci się aktualna
pogoda w Calgary, poczekaj pięć minut... Tym razem poszło to
w drugą stronę. Zjedzenie śniadania zajęło mi może 7 minut.
Gdy skończyłem i spojrzałem przez okno, po słońcu nie było
śladu, za to szalała śnieżyca. Przez te kilka minut, szyby
jeepa pokryły się śniegiem. Ale co tam, za pięć minut pewnie
znowu będzie słońce. Wsiadłem w samochód, ruszyłem w drogę.
Szosa jeszcze była czarna, słońce nie zastosowało się do
zwyczaju i nie wyszło, śnieg sypał. Gdy dojechałem do Brag
Creek pokrywał już całą szosę. Na bocznych drogach za
miasteczkiem musiałem już włączyć napęd na 4 koła tak było
ślisko i śnieżyście. Jeszcze parę naście km i jestem w
okolicy gdzie pamiętałem w zeszłym roku były bazie. Jeszcze
kilka zakrętów i już widzę przy drodze cienkie gałązki
wierzbowe. Białe bazie mylą się w ruchu z plackami śniegu.
Zatrzymuję jeepa, biorę swój niedźwiedzi nóż. Kilka cięć i
mam bazie. Jeszcze kilka takich miejsc i wystarczy. To
piękna okolica. Jest tam niedaleko letni dom moich
przyjaciół, Marka i Iwony. Oni sami zajęci przygotowaniami i
próbą do spektaklu „Damy i Huzary” nie mogli przyjechać, ale
miałem ich pozwolenie na wejście na ich teren. Jest tam
stary las i mech jak nigdzie indziej. Tylko jeden mały
problem, wszystko jest przykryte poduchą śniegu. No, ale
skoro wapiti (to takie ogromne jelenie) mogą sobie poradzić,
a jest ich tam sporo to ja tez. Odgarnąłem śnieg i mech był
tam, piękny jak rok temu, puszysty i zielony. Po co ten mech
na Wielkanoc? Otóż na dużym półmisku układa się warstwę
ligniny, nawilża ją wodą, na to układa się mech, a na mchu
pomalowane jajka i bazie. Wygląda to jak na zdjęciu. Po
świętach mech można ułożyć w ogródku, prawie zawsze się
przyjmuje. Jeszcze tylko droga powrotna, przerwana pyszną
kawą w Brag Creek. Gdy dojeżdżam do autostrady, znowu świeci
słońce, gdy dojeżdżam do domu, sypie śnieg.
|

Spod śniegu wyglądają
krokusy i liście tulipanów. I kto powiedział, że w Calgary
nie ma wiosny. Dzisiaj Palmowa Niedziela. Palmę mam,
dostałem od harcerzy, to piękna tradycja. Lodówka już pełna.
M. in. 100 jajek. To znowu rodzinna tradycja, jeszcze z
mojego dzieciństwa. Kiedyś mając chyba 4 lata usiadłem na
teczce, w której było właśnie 100 jajek. Ojciec nieopatrznie
położył ją na tapczanie. Kupił następne sto. Nawet nie
dostałem lania. W sobotę święcenie jaj, szynki, kiełbasy, w
niedzielę wielkanocną biały barszcz, na białej kiełbasie, z
pokrojoną wędliną, jajkiem, mocnym chrzanem. Przedtem znowu
moja własna świąteczna tradycja, czyli ŚWIĄTECZNA KANAPKA. Z
czasów, gdy szynka była rarytasem rzadko spotykanym. Ta
kanapka to kromka chleba, bardzo dużo masła i plaster szynki
grubości kromki. Wszyscy jeszcze spali, gdy robiłem sobie
taką kanapkę i tak mi zostało, chociaż od paru lat spędzam
święta sam. Może Calgary jest na końcu świata, może inne
miejsca są jeszcze dalej, ale gdy pamiętamy o tradycji
wyniesionej z rodzinnego domu to nie ma znaczenia jak daleko
od tego domu jesteśmy, zawsze możemy być u siebie. I jeszcze
jedno - w tym całym świątecznym zaganianiu i szykowaniu
różnych pyszności nie zapomnijmy ze świętujemy
zmartwychwstanie Jezusa i nawet gdy w poniedziałek radośnie
lejemy się wodą pamiętajmy, że ta radość została nam dana
przez mękę i śmierć.
Wesołych Świąt
Marek Mańkowski
|