|
„To był Rok, dobry
Rok, z żalem więc żegnam go…”
Jak wygląda typowy
Sylwester? Zabawa na dużej Sali, często nazywana balem.
Panie w wyszukanych kreacjach, panowie w krawatach lub po
muchą lub i to i to… Zabawa w prywatnych domach lub
publiczna (zabawa, nie domy), na ulicy, pod ratuszem. Czasem
na tzw. Białej Sali, czyli po prostu w domu w łóżku. Czy
można jeszcze coś wymyślić? Można.

Można mimo 30sto
stopniowego mrozu i zamieci śnieżnej pojechać 150 km do
lasu, nad rzekę, na Rancho.
Udało mi się namówić
moje dziewczyny na wyjazd już o 14:15 i całe szczęście, bo
na wielu odcinkach wiatr nawiewał takie tumany śniegu, że
tylko po słupkach można się było zorientować gdzie jest
szosa. Po ciemku skończylibyśmy pewnie wśród gromady krów na
prerii. Tak, tak, tutaj nawet w takiej pogodzie nie spędza
się bydła do obór. Zbijają się one ciasne stado i grzeją
nawzajem.
  
W krótkich przebłyskach
wśród śnieżnej zawiej widać też czasem stadka łani, a raz
nawet łosia. Widać że zwierzyna podchodzi bliżej domostw,
gdzie może liczyć na paszę rozrzucaną dla bydła. Za nimi
idzie inna, wilk i puma.

Puma pokazała się na
ranczo Romana. Co prawda psy ją przegoniły ale to nie jest
zwierzę które łatwo rezygnuje.
 
Sylwestrowe harce
rozpoczęliśmy już wczesnym wieczorem. Harcownicy z nas
prawdziwi ,więc i tematy poruszaliśmy niezwykłe. Przede
wszystkim wspomnienia. Ogień płonął na kominku i trzaskał,
nalewka Romana nie ma sobie równych i tak naprawdę wcale się
nikomu nie chciało wychodzić na mroźne powietrze. No ale nie
można rezygnować z powodu kilku stopni mrozu, więc ubraliśmy
się z Romanem w ciepłe ciuchy, przy dużej dezaprobacie
naszych pań i ruszyliśmy nad rzekę szykować ognisko.
 
Mieliśmy siekierę i
karabin (puma w okolicy) i oczywiście zapomnieliśmy latarkę.
Wydobyte spod śniegu gałęzie ułożyliśmy w stos, na to
grubsze belki, wszystko w światłach czterokołowego „Kawasaki”.
Ogień zapłonął. Nie bez wydatnej pomocy ropy, chwyciły grube
belki i już pół metra od ognia zrobiło się ciepło.
Oczywiście bez rozgrzewki od środka też się nie obeszło.
Wreszcie nadszedł czas by zawołać dziewczyny. Resztę
„rozgrzewki” zostawiliśmy na piknikowym stole, co okazało
się błędem. Stół stał półtora metra od ognia i to
wystarczyło by po raz drugi w tym roku zamarzł mi alkohol.
  
  
Za to po raz pierwszy w
życiu zamiast nalać drinka to go Romanowi i sobie nasypałem.
Na szczęście szampan był w domu i dopiero krótko przed
północą włożyliśmy go w śnieg przy ogniu. Trzask ognia
odbijał się echem w lesie i wydawało się ze ktoś lub coś tam
łazi. Rzeka zamarzła do dna, dziewczyny uciekły do domu,
pochodnie się skończyły, ale za to gwiazdy świeciły jak
rzadko. Wysypaliśmy resztę z butelki do szklanek,
podgrzaliśmy trochę na ogniu by można to było wypić a nie
jeść i też ruszyliśmy do przytulnego widocznego w dali ,
oświetlonego ciepłym światłem domu, gdzie w cieple i przy
kominku spędziliśmy czas do trzeciej na ranem snując
opowieści Polaków. Nasze panie miały oczywiście swoją własną
opinie:
„…Nie wiem, kto to
wymyślił i jaki miał w tym cel, że Sylwestra powitamy na
ranczo. Ranczo ok, ale nie nad rzeką przy mrozie, który sam
sobie zjada wąsy z zimna. Niech będzie większość
przegłosowała. Jedziemy na ranczo. Przebrzydły mróz razem z
nami. Kilka chwil wytchnienia i ciepełka zakończyły się
baaaardzo szybko. Idziemy nad rzekę gdzie wcześniej rada
plemienna (czyli nasi mężowie) rozpalili ognisko. Niestety,
aby się ogrzać chyba będzie trzeba w to ognisko wejść. Rzeka
nie szemrze, bo zamarzła, tylko las wokoło szumi jak głupi.
Wiadomo, że w lesie czai się wróg. Może to być kojot albo
jakiś inny drapieżnik, niby niedźwiedzie śpią, ale kto ich
tam wie. Dla Polaka takiego jak ja jest jeden niedźwiedź i
mieszka w ZOO. A może jak w powieściach S. Kinga jakiś demon
obserwuję nas zza drzew. „Nic to” jak mawiał Mały Rycerz.
Żegnamy Stary Rok i witamy Nowy średnio radosnymi
wystrzałami z czegoś, co wygląda jak dubeltówka. Z zaspy
większej niż Pałac Kultury zostaje wydobyty szampan i
panowie częstują nas umiarkowanie, chwile wcześniej zamarzł
im alkohol w postaci wódki i teraz szkoda im dzielić się
szampanem, który nie wywołuje żadnych efektów. Krótko mówiąc
szampańska zabawa.
  
Gdzieś tam kobiety w
pięknych kreacjach tańczą walca a my…w strojach kojarzących
się z jednym Z TELETUBISIAMI tupiemy radośnie w rytm
oddechu. A zresztą wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.
 
Zamarznięta impreza
sylwestrowa kończy się po 30 minutach. Jeszcze zdjęcia z
pochodniami i wracamy, wsiadając do „Kawasaki „(to taki nasz
melex tylko na benzynę ). To była wielka chwila dla małego
autka: nigdy do nocy sylwestrowej nie osiągnął takiej
prędkości i pewnie nie osiągnie.
W domku zaczynamy
świętować. A ja rozmyślam gdzie spędze następnego
Sylwestra…mam nadzieje że na Rancho.
SZCZĘSLIWEGO NOWEGO
ROKU.
Oby ten 2009 był
szczęśliwy dla wszystkich.
Ostatnie wiadomości z
Polski mówiły o 29 stopniowym mrozie w Polsce pod Olsztynem,
a do Calgary przyszedł Chinook i przez jeden dzień było
tylko -1. Potem powrót do dwucyfrowych minusów, ale co tam,
wiosna już blisko…chyba…
Marek Mańkowski
"GONIEC" 9-15 styczeń
2009
|