|

Czasy się zmieniły i zwłaszcza od czasu
przystąpienia Polski do UE, Kanada i USA przestały być
atrakcyjnymi krajami dla polskiej emigracji. Ludzie wolą
jechać do Irlandii, Anglii czy Francji bo łatwiej, pracować
można legalnie i czują się blisko rodziny. Inercja
administracyjna sprawiła, że dopiero niedawno Kanada zniosła
wizy dla Polaków. W USA gdzie administracja jest o wiele
większa, inercja ta trwa dłużej i wizy ciągle obowiązują.
Nowych emigrantów więc tyle co kot napłakał, trochę tych,
którzy przyjechali do pracy na kontrakty z myślą powrotu do
Polski po roku czy dwóch. Zostaliśmy więc sami sobie nie
mając komu pokazywać jacy jesteśmy mądrzy, ustabilizowani,
bogaci i wspaniali. Nie mamy przed kim grać dobrego „wujka”
i nie mamy komu dawać dobrych rad. Bez nowej emigracji
trudno o zmiany. Trudno się spodziewać też takiej eksplozji
nowych przybyszów jak to było w latach osiemdziesiątych. Nie
jestem socjologiem i nie wiem jakie to może przynieść skutki
dla Polonii, ale wiem i widzę jak w różnych organizacjach
„okrzepły” te same nazwiska i czasem tylko ich funkcje się
zmieniają, ale same nazwiska nie. Zupełnie jak w rządzie
kanadyjskim, tyle ze tam przynajmniej co 4 lata są zmiany a
u nas nie zapowiada się na to bo nie ma nowych twarzy, które
jeszcze nie wiedzą, że próba zmiany polonijnego podwórka to
walka z wiatrakami. Ci co kiedyś próbowali, przegrali, bo
zawsze porządny człowiek przegra ze złością, zawiścią i
potrzebą władzy dla władzy samej. Odsunęli się i nie
wtrącają więcej. Czasem znaleźli swoją Dulcyneę, czasem nie,
ale kopie już dawno pokruszone i mieczy już nie ma…

Czasem jednak, jak perełki, zdarzają się
nowi emigranci , tacy co przyjechali by się tu osiedlić, a
nie tylko by zgarnąć trochę grosza. Mam szczęście być blisko
takiej osoby, której świeże spojrzenie i trzeźwa ocena
pozwala spojrzeć na siebie oczami innych. A oto wrażenia z
pierwszych miesięcy pobytu:
„Świat stał się globalną wioską, a ja
korzystając z tego faktu lekko i bez żenady, postanawiam
wyemigrować.
Do Kanady zabieram ze sobą polski splendor,
którego blask ogrzewa od wieków „wybrany naród polski i jego
tysiącletnią spuściznę”. Brzmi mało śmiesznie, bo i śmieszne
nie jest.
Plotka globalna głosi, iż na zachodzie
lepiej, a już w Ameryce luxus „poniewiera” się na każdej
ulicy. Sprawdzę to i parę innych rzeczy.
W Polsce codzienna aktywność władz państwa
zaczyna przypominać zaburzenie postrzegania. A może po
prostu stare powiedzenie: „punkt widzenia zależy od punktu
siedzenia” znowu się potwierdza?
Ale bądźmy ludźmi rozsądnymi, nie będziemy
posądzać polityków o przytomność umysłu. Nasza ojczyzna
wszak często tylko na cudzie opierała swe istnienie, może
teraz też ….
Kolejna plotka, polska tym razem, głosi:
Wszyscy mądrzejsi już wyjechali!!!
Jadę i ja, żeby nie wyjść na głupka.
Lądowanie w Toronto. Istna Wieża Babel.
Żadnego białego człowieka w obsłudze lotniska. A przecież
uczyli mnie w szkole, że Amerykę stworzyli biali osadnicy.
Ach te PRL-owskie szkoły – zupełnie do niczego.
Jak to Polak czekam na cud . I cud jest jak
na zawołanie : znajduję na torontońskim lotnisku 20 dolarów
,leżą przy mojej stopie i czekają ….chyba na mnie? Co prawda
jest to 20-sto dolarówka z Gujany, ale co tam na
szczęście!!!!! Czekam na kolejne cuda , niestety nie
następują . Dywaguję, kombinuję i nic… Lepiej oddam się
podziwianiu. I podziwiam. Jezioro Ontario, Wodospad Niagara
i Góry Skaliste. Nowoczesne autostrady, a na nich
ograniczenie prędkości max. 110km/h?? Jakaś logika w tym
zapewne jest. I jak powiedział pewien znany polski polityk
(zdaje się, że ostatnio wyeliminowany z gry) „To pani
problem, że pani nie rozumie”. Nic dodać, nic ująć.
Kanada to piękny kraj. Najpiękniejszy jaki
widziałam.

Celem mojej podróży jest Calgary; tu
zamierzam osiąść, chociaż na dłuższą chwilę. Osiadam więc
radośnie. Wieża Babel trwa.
Jednak jest i światełko w tunelu.
Organizacje polonijne. Podobno są i działają. Szukam,
znajduję i… O Matko! Ja chyba nigdzie nie wyjechałam.
Obrazki jak w polskim parlamencie… Tu w Calgary jest nas
mało, więc i widać bardziej. Mamy stałych wrogów „Żydów,
Masonów...” i tatarak, tylko tutejszych, a my jak zawsze
wspaniali. Gdyby Polak miał opisać Polaka byłby: mały,
zapijaczony i parszywy, nasza „życzliwość” nie zna „granic i
kordonów”. Świat tak właśnie nas postrzega, jeżeli w ogóle
nas postrzega. A przecież my w Polsce nie żyjemy na co dzień
lustracją czy deubekizacją. Polacy żyją niedostatkiem
grosza, problemami mieszkaniowymi, marną służbą zdrowia i
podobnymi kłopotami a kolejni nasi wybrańcy zapominają, co
przyobiecali a konto wyborów, nie szkodzi, wszak to norma.
Na całym świecie przecież tylko wówczas obywatel jest
obywatelem, kiedy ma co jeść i dach solidny nad głową i jak
mnie się wydaje z chwilą, kiedy już te rzeczy ma i żyje mu
się spokojnie zaczyna” rozliczanie” szczególnie i z
upodobaniem „dzikim” zajmuję się życiem innych.. Wystarczy
więc jeżeli obywatel nie ma tego, co potrzebuje do życia i
wszystkie jego działania skupiają się na problemach
egzystencjalnych i nic więcej go nie interesuje ani
polityka, ani politycy…Proces kretynienia przebiega więc bez
przeszkód.
Polska emigracja w Kanadzie jest ogromna i
działa. Odbywają się niezliczone dyskusje i debaty i
dyskusje raz jeszcze.. i właściwie to tyle.
Sprawiedliwym jednak być jedna trzeba.
Działające w Kanadzie grupy i stowarzyszenia polonijne
podtrzymują polskość na obczyźnie. Czapki z głów drodzy
państwo przed każdym, komu się chce tym zajmować. Wszak
polskość leży w rękach pani nauczycielki w polskiej szkole,
dyrygenta polskiego chóru, opiekuna „Polan” zjawiskowego
zespołu tanecznego i rodziców, nie ma związku z kłótniami o
„stołki” i politykę.
Żeby coś dać, trzeba mieć. Więc dajmy. I
życzliwości tak na co dzień - jeśli można - poproszę.
Wieża Babel trwa , ale czy ktoś pamięta jak
skończyła się historia tej pierwszej Wieży Babel?
B. M. „Żaba”
Jak Cie widzą, tak Cię piszą… mówi stare
przysłowie, które tu spełniło się dosłownie.
Marek Mańkowski
|
|