|

Nie lubię określenia
„pod patronatem”. Źle mi się to kojarzy z czasami z Polski i
z szumnymi wtedy hasłami o socjalizmie i jedynej słusznej
drodze. To oczywiście uraz, bo co słowo winne, że było
nadużywane? I prawdą niezaprzeczalną jest, że calgaryjskie
SPK patronuje już od lat skromnej imprezie pod nienapuszoną
nazwą „Kawa z tematem”. Co to jest? Tak opisał to Szymon
Apanowicz, znany w Polonii calgaryjskiej psycholog na
polonijnym portalu:

„Spotyka się wiec
piątkowego wieczoru stała juz grupa polskich emigrantów w
Calgary, by posłuchać i podyskutować na różnorodne tematy
przy dobrej kawie i ciastkach. Prezenter piątkowego tematu
przedstawia w godzinnym wystąpieniu cos, co go interesuje,
pasjonuje lub chce podzielić się z innymi swoimi
doświadczeniami. Najczęstsze tematy to podróże, historia,
poezja, zdrowie, odżywianie oraz wiele innych. Można znaleźć
cos dla siebie. A wszystko to przypomina nam te drobne
elementy polskości, które tkwią w nas, popychając do
poszukiwania kontaktu ze wszystkim, co polskie. W ten sposób
mamy sporo dobrej zabawy i poszerzania naszej świadomości o
różnych sprawach nas otaczających….”
Byłem na kilku takich spotkaniach przed wyjazdem do Polski,
a potem jakoś mi umykały z pamięci, a szkoda bo było wiele
ciekawych tematów. W ostatni piątek wybrałem się jednak na
to spotkanie. Tematem miała być poezja. Wystąpić miało
pięciu autorów z Calgary: Krystyna
Halor, Krystyna Konwisorz, Beata Mańkowska, Szymon Apanowicz
i Antoni Wolak.
Chyba każdy z nas
napisał kiedyś wiersz, czy wiersze. Dobre, złe, głupie
mądre, dziecinne i poważne. Najczęściej pozostają one w
ukrytych zeszytach, co najwyżej czytane czasem najbliższym.
A są wśród nich prawdziwe perły. Niektóre błysną gdzieś
czasem, inne przepadną na zawsze. Czemu tak się dzieje?

Napisała to w swoim
wierszu pani Krystyna Konwisorz:
Wszyscy piszemy wiersze
Nieważne, co myślą inni
Wszyscy piszemy wiersze
Uśmiechem,
Łzą
Oraz ciszą
Rozwiało te słowa na
wietrze
I nikt już ich nie usłyszy
Wszyscy piszemy wiersze
Choć nikt ich nigdy nie
czyta
To przecież zna je na
pamięć
Bóg
Wierny czytelnik życia
Lubię poezję.
Zaszczepił mi to ojciec, który czytał nam wiersze Tuwima,
swoje i innych, od czasu, gdy jeszcze byliśmy z siostrą
małymi brzdącami. Tuwim do tej pory jest moim ulubionym
poetą. Na piątkowy wieczór poezji szedłem z dużym
zaciekawieniem, ale nie oczekiwałem wiele. Jakże się
myliłem. To spotkanie przeszło wszelkie moje wyobrażenia.
Nie spodziewałem się
wielu słuchaczy. Kto ma czas wśród kryzysowych zmartwień i
zabiegania, zwłaszcza w Calgary na poezję? A jednak. Zadałem
sobie trud by policzyć uczestników spotkania. Było ich
prawie stu. W tej niewielkiej kawiarence, ściśnięci przy
okrągłych stołach, starsi przeważnie ludzie najwyraźniej
mieli wspaniały czas. Zasługa to nie tylko autorów ale też
głównych organizatorów: Szymona i Krystny Apanowicz.
Poezja była podzielona
na cztery części tematyczne:
-
Semper Fidelis – Zawsze wierni
- poezja i pieśni o tematyce religijnej
-
Tęsknota za ojczyzną
- poezja patriotyczno – nostalgiczna
Przerwa (lub nie)
-
Zwierzenia i erotyki
-
wiersze o rodzinie, miłości i szczęściu
-
Jarmark, czyli kalejdoskop różności
- wiersze wybrane o
tematyce dowolnej




Każdy z autorów czytał
swoje utwory w każdym z tematów i muszę przyznać to była
prawdziwa przyjemność ich słuchać. Nie będę analizował
wierszy. Poezję powinno się czuć, a nie rozbierać na części
jak w liceum. Niech robią to krytycy. Jeśli wiersz czy obraz
ma wartość, to czuje się go całą duszą i to odróżnia artyzm
od kiczu. To była prawdziwa poezja i naprawdę się ją czuło.

Pomiędzy wierszami
wszyscy obecni mogli śpiewać i śpiewali przy akompaniamencie
pani Ireny Miazgi znane piosenki i pieśni. Były ciastka i
wino, i po kieliszeczku likieru zafundowanego wszystkim
przez organizatorów przy części trzeciej. Nie wiadomo, kiedy
minął czas i piękny wieczór się skończył. Na palcach jednej
ręki można było policzyć tych, którzy rozmawiali podczas
czytania, na szczęście robili to po cichu. Dwie panie
stojące koło mnie miały jakieś bardzo ważne sprawy do
omówienia.

Robiły to cicho, ale za
to tuż przy mikrofonie kamery telewizyjnej. Na zwróconą
uwagę powiedziały, że można będzie to wyciąć… Nie, drogie
panie, tego nie da się wyciąć, chyba, że razem z czytaną
poezją. Co ciekawe jedną z pań była autorką występującą w
tym wieczorze. Hm… widocznie słuchanie innych było zbyt
trudne. Ale na szczęście był to jedyny zgrzyt w pięknym
wieczorze i zauważony przez bardzo niewielu. Ten wieczór
pokazał, że z Polski przywieźliśmy ze sobą nie tylko chęć
dorobku, ale także potrzebę odczuwania.
Wielkie dzięki dla organizatorów za pomysł i
doskonałą organizację, wielkie dzięki autorom za podzielenie
się z nami swoją myślą i duszą. Kilku z nich robiło to po
raz pierwszy. Często tak jest że prawdziwa sztuka trwa w
ukryciu. Tworzący robią to tylko dla siebie, nie chcąc
wychodzić na zewnątrz do ludzi. To wielka szkoda i wielka
strata. Mało jest prawdziwych artystów i ci którzy są
powinni dzielić się z innymi, którzy nie potrafią tworzyć
ale potrafią czuć. Szymon, dzięki że potrafiłeś ich
przekonać by wyszli z ukrycia, dzięki że sam chciałeś. Mam
nadzieję że to nie koniec, ale że dopiero początek…
Marek Mańkowski, "Goniec" 24-30 kwiecień
2009
|