
Pisałem niejednokrotnie, że Polonia w Calgary jest inna
niż gdzie indziej. Wyróżnia ją zintegrowanie z Kanadą.
Dlatego też pewnie częściej niż gdzie indziej Polacy tu
mieszkający chodzą na mszę po angielsku. Nic w tym złego
ani niewłaściwego. Ważne przecież jest uczestnictwo we
mszy świętej a nie język, w jakim jest ona odprawiana,
tak długo jak rozumiemy o czym mowa. Obrządek katolicki
jest zresztą taki sam w każdym języku.
Mamy też tu w Calgary swój polski kościół, kościół
zbudowany tak, że przypomina wigwam indiański. No cóż
taka była wizja architekta i taką wizję zatwierdzili ci,
którzy wtedy zatwierdzać mogli. Nie będę wydziwiał.
Dobrze, że jest polski kościół z polskimi księżmi, gdzie
możemy czuć się swojsko.
Kościół Świętego Józefa, St. Joseph Church, 640-19 Ave.
NW, na skrzyżowaniu z 6 Str. NW. Co go wyróżnia? To, że
wygląda jak kościół do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
Zarówno zewnątrz jak i wewnątrz. W obecnych nowoczesnych
czasach możliwość znalezienia azylu w miejscu, które
daje nam komfort, bo jest znane od wczesnego dzieciństwa
to luksus, na który rzadko mamy okazję sobie pozwolić.
Zwłaszcza na emigracji, z dala od miejsc gdzie się
urodziliśmy.
Ten kościół będzie obchodził niedługo sto lat swojego
istnienia. Już widzę uśmieszki zwłaszcza nowych
emigrantów i ich lekceważenie nowej przecież w
porównaniu z europejską historii Kanady. A przecież
Europejczycy stworzyli Kanadę i przywieźli tu swoją
historię. Naszą historię. Wystarczająco dużo Polaków
przyjechało tu na przestrzeni kilku wieków byśmy mogli
uważać ten kraj również za swój.
W Calgary, oprócz polskiego kościoła jest kilka
kościołów katolickich, w których są polscy księża
odprawiający msze po angielsku. W St. Joseph’s Church
czterech kolejnych proboszczów to Polacy
|
|
Ks. Ireneusz Bem, SDS
|
1995 - 2000
|
|
|
|
|
Ks. Stanislaw Lasko, SDS
|
2000 - 2001
|
|
|
|
|
Ks. Krystian Golisz, SDS
|
2001 - 2009
|
|
|
|
|
Ks. Mariusz Sztuk, SDS
|
2009
-
|
|
|
 
Ks.
Mariusz Sztuk urodził się w Polsce w roku 1966, na samym
krańcu południowo wschodnim, w Ustrzykach Dolnych, potem
mieszkał w Nowej Sarzynie koło Leżajska. Do Seminarium
poszedł w wieku lat 21. Należy do Zgromadzenia
Salwatorianie, których dewizą jest „Dopóki
żyje na świecie chociaż jeden człowiek, który nie zna i
nie kocha Chrystusa, nie wolno ci spocząć…”
Zgromadzenie
powstało w roku 1881, zatwierdzone zostało w roku 1886.
Skrót zakonny SDS. Jak pisze Wikipedia:
„Salwatorianie
z Prowincji Polskiej pracują oprócz Polski w: USA,
Meksyku, Kanadzie, Australii, Brazylii, Rosji,
Białorusi, Ukrainie, we Włoszech, Szwajcarii, w
Niemczech, w Czechach i na misjach: w Tanzanii, w Kongo
(dawny Zair), na Filipinach i w Indiach.
Patronami zgromadzenia są: Najświętsza Maryja Panna
Matka Zbawiciela, Apostołowie, św. Michał Archanioł i
św. Józef. Całe zgromadzenie jest poświęcone Jezusowi –
Boskiemu Zbawicielowi.
Świętem
zgromadzenia jest uroczystość Bożego Narodzenia (25
grudnia). Głównym świętem maryjnym jest Uroczystość
Matki Zbawiciela (11 października). W uroczystość
Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia) zgromadzenie
obchodzi dzień swego założenia. W tym dniu zakonnicy
odnawiają swoje śluby.
Strojem
Salwatorianów jest prosty, czarny habit przepasany czarnym
sznurem (cingulum), z czterema węzłami symbolizującymi śluby
czystości, ubóstwa, posłuszeństwa oraz apostolat”.
Ks. Mariusz
pierwsze półtora roku spędził w Polsce. Jego pierwsza
placówka zagraniczna to misja w Indiach gdzie spędził siedem
lat. Nie było to łatwe. Inne warunki, inni ludzie, inna
praca. Mówi, że największa trudność to inna kultura i
zwyczaje. Jego dewiza to, że na misję jedzie się do pracy, z
ludźmi, którzy tam żyją. Po Indiach pojechał na misję do
Afryki, do Tanzanii. Tam z kolei największa trudność to
przyroda. Wielu misjonarzy umierało na malarię. Wiedzieli o
tym, że po już po sześciu miesiącach malaria ich
prawdopodobnie zabije, a mimo to jechali z pełną
świadomością tego co ich czeka. W obecnym czasie są
oczywiście szczepionki, ale dawniej jechali prawie po pewną
śmierć. Nie powstrzymało ich to i zaznaczone jest to w tych
krajach wielką ilością ich grobów. Po przyjeździe do Kanady
ks. Mariusz pierwszy rok spędził w Calgary, a potem aż
siedem lat w Taber koło Lethbridge, w południowej Albercie,
a teraz znowu w Calgary. Jest księdzem z powołania. Jego
wiara w Boga i w Kościół emanuje podczas rozmowy. Nie ma
jednak nic z fanatyzmu. Jest dobry, otwarty, szczery. Pomaga
ludziom i ma ich na pierwszym miejscu. Zawsze wysłucha,
zawsze pomoże.
Opowiedział
mi też trochę o organizacji administracyjnej Kościoła w
Kanadzie. Jak w firmie, Kościół zawiera kontrakty na
wykonywanie różnych prac, zatrudnia pracowników cywilnych.
Jeżeli pracownik wykonuje stałą pracę ponad 25 godzin
tygodniowo to w diecezji Calgary należą mu się benefity, jak
dental plan, pension plan (do każdej sumy deklarowanej przez
pracownika Kościół dokłada dwa razy tyle) itp. Wszystko to
jest zawarte w kontrakcie pracowniczym. Każdy ksiądz również
dostaje miesięczną wypłatę, która jest różna w różnych
diecezjach. W Calgary jest to ok. 2000 dol. na swoje
potrzeby jak i wspomniane benefity. Nie jest to zawrotna
suma. Ale księża nie płacą za mieszkanie a to w Calgary
kolejne 1200 dol. Do tego w diecezji calgaryjskiej dochodzą
diety na wyżywienie. Zanim jednak zaczniemy liczyć, warto
uświadomić sobie, że praca księdza właściwie nigdy się nie
kończy i często nie ma on czasu na sen. Jeśli chcielibyśmy
policzyć godziny to wyjdzie nam po zaledwie parę dol./godz.
przez siedem dni w tygodniu. Trzeba mieć naprawdę dużą
dedykację do tej pracy. Ks. Mariusz twierdzi jednak, że to
nie praca tylko powołanie.
Proboszcz parafii
jest również jej gospodarzem i zarządcą. To on musi dbać by
dach nie przeciekał, by kościół miał swój wygląd, by
działało ogrzewanie, by było czysto. Zarządza finansami
parafii, decyduje na co przeznaczyć pieniądze. Kościół nie
ma dochodów z biznesu. Jego dochód to to co ofiarują
parafianie. Tylko dzięki naszym ofiarom pieniężnym mamy
gdzie się modlić i gdzie spotkać z Bogiem. Nawet skromna
suma paru dolarów się liczy. Wszystkie datki są obliczane
przez członków Rady Parafialnej po każdej mszy. Pisany jest
z tego raport, który potem jest zamieszczany jest
parafialnym biuletynie. Rada Parafialna jest ciałem
doradczym. Inne dochody Kościoła to również to, co dajemy za
chrzciny, śluby, bierzmowanie i inne posługi. Ile byśmy nie
dali, ksiądz otrzymuje z tego tylko 20 dolarów. Reszta idzie
na Kościół.
Wracając do
księdza Mariusza, ma on także małą cywilną pasją. Są to
motory. Gdy spotkałem się z nim, miał na sobie koszulkę z
napisem Harley Davidson. Gdy znajduje chwilę to jeździ,
oczywiście, gdy pogoda na to pozwala. Czy tworzy to konflikt
z jego powołaniem? Absolutnie nie. Raczej bardzie jeszcze
przybliża go nam jako człowieka. Odwiedźmy ten kościół.
Kazania ks. Mariusza są świetne. Msze w sobotę o godz. 17:
00 i w niedzielę o godz. 9:00 , 11:00 i 17:00. Nie da się go
nie poznać. Długie włosy, broda i wąsy są bardzo
charakterystyczne. Po każdej mszy czeka przy wyjściu z
wiaderkiem lizaków dla dzieci. Dla każdego znajduje chwilę
by zamienić kilka słów, podać rękę. Jest człowiekiem. Dobrym
człowiekiem.
W Calgary
jest jeszcze kilka kościołów, w którym mszę odprawiają
księża Polacy. Są to:
St.
Patrick’s Parish
1414 Shawnessy Blvd SW – księża: Andrzej Maruszczak SDS i
Piotr Łapiński SDS
St. James
5504-20 Street SW
-
ks.. Jaroslaw (Yarek) Dziuba
SDS
St. Gerard
8944 Elbow Drive SW,
- ks.
Bogdan Sianozecki
Mieszkając
na południu Calgary czasem nie chce nam się w niedzielę
jechać daleko. Mając te adresy odpada pretekst. Pójdźmy do
kościoła. Weźmy dzieci. Obiecaliśmy to przy ich chrzcie.
Marek
Mańkowski
|
|