|

Grudzień 2010
To słowa najbardziej
chyba znanej modlitwy w chrześcijańskim świecie. W każdym
języku brzmi podobnie i podobny ma sens i zawiera podobne
przesłanie: odpuśćmy naszym winowajcom tak jak chcemy by Bóg
odpuścił nam. Jezus potępiał nienawiść, zemstę, zawiść,
zadawanie krzywdy swoim bliźnim. Nauczał, by nadstawić drugi
policzek, gdy nas ktoś uderzy. Znajdują się te nauki w wielu
modlitwach. Powtarzamy je na mszach w ciągu całego roku.
Powtarzamy je w największe święto: Boże Narodzenie. Co to
znaczy być dobrym? To znaczy przede wszystkim nie szkodzić.
Szczycimy się, że jesteśmy dobrymi Katolikami, że Polska to
98% Katolików, dajemy na mszę w Kościele, spowiadamy się z
naszych grzechów i najczęściej dostajemy odpuszczenie tych
grzechów i idziemy z czystą duszą do Komunii Świętej i
czujemy się tacy dobrzy. Szczególne znaczenia ma dla nas
pójście do spowiedzi przed dwoma największymi świętami –
Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. Tak samo będzie za kilka
dni. Pójdziemy do spowiedzi, pójdziemy na Pasterkę i na tej
Pasterce przyjmiemy Komunię, a jeśli nie na Pasterce to
następnego dnia na mszy uroczystej z okazji narodzin
Chrystusa. Taka jest tradycja, taka jest nasza wiara, takie
jest przesłanie, które przekazujemy dzieciom.
Problem dla niektórych
ludzi zaczyna się po wyjściu z Kościoła. Jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki, w mgnieniu oka zapominają,
oczywiście, jeśli kiedykolwiek dopuścili do siebie myśl, że
coś robią źle, o tym co Jezus nas nauczał. Ich modlitwa to
klepanie bezmyślne i niejednokrotnie nawet w trakcie tego
„klepania” myśli ich krążą jak sępy dookoła planów, jak
najbardziej zaszkodzić innym. Często ci inni to konkretne
wybrane przez nich osoby.
Czemu tak się dzieje?
Czemu ludzie wyrośli w chrześcijańskiej tradycji, która z
założenia naucza dobroci, poszanowania dla innych,
przebaczania, nie robienia bliźniemu, co nam nie miłe,
postępują tak jak by wyszli z samego dna piekła by siać na
ziemi chaos. By krzywdzić, dokuczać, niszczyć, oczerniać,
czasem zabijać. Przecież właśnie dlatego narodził się Jezus
by wytępić z nas te najgorsze ludzkie cechy i grzechy. By
odkupić nasze winy byśmy stali się dobrzy. I co? Nie udało
się? Wierzę, że jednak tak. Że dobrzy ludzie ciągle stanowią
większość, chociaż dobrego nie widać, bo jest ciągle zbyt
normalne by trafić na czołówki gazet.
Mam taką teorię, z
którą pewnie nie zgodzi się wielu uczonych psychologów,
nawet ten najmądrzejszy, z Calgary. Otóż, zwłaszcza wśród
naszego narodu zadomowiła się ZAWIŚĆ. Nie dzisiaj i nie
wczoraj. Chyba jest tam od zawsze. Otóż według mnie są dwa
rodzaje zawiści. Jedna to zawiść z pożądaniem. Jeśli ktoś
coś osiągnął w życiu, czego człowiek zawistny nie ma to ten
człowiek próbuje zrobić wszystko by zniszczyć tego, co ma i
wziąć to dla siebie.
Drugi rodzaj zawiści,
znacznie bardziej powszechny to zawiść bezinteresowna. Na
czym ona polega? Otóż nie chodzi o to by zabrać komuś, co
ktoś ma, ale tylko by ten ktoś tego nie miał.
Ci najbardziej ambitni
z pierwszego rodzaju zawiści dobierają sobie i kaptują tych
z drugiego rodzaju i wykorzystują ich do osiągnięcia swojego
celu, jako „mięso armatnie”. Ponieważ ci ambitni są z reguły
dobrze wykształceni, obeznani z psychologią lub po prostu
mają chłopski rozum, nie mają kłopotów z rekrutacją tych
drugich, przeważnie prościej myślących i kierujących się
prawie wyłącznie instynktami. Łatwo im wmówić, że to, co
robią, robią dla dobra Narodu, Boga, człowieczeństwa,
Polonii, Polski, Świata itp. Ich podstawowa broń w obecnych
czasach to intryga, donosy, szkalujące listy, anonimy i
podpisywane za siebie i innych petycje, zakładanie
podsłuchów. Kłamstwo wystarczająco często powtarzane staje
się prawdą. Z tego korzystają. Na tym bazują. Najgorsze jest
to, że najczęściej im się udaje. Dlaczego? Bo normalnemu,
dobremu człowiekowi nie przychodzi do głowy, że można być aż
tak podłym. Więc normalny dobry człowiek w rezultacie
akceptuje, co mu ci ambitni, zawistni „ludzie” wmówią i
przetłumaczą. To nie teoria. To się właśnie dzieje w
Toronto, Chicago, Nowym Yorku, Calgary. Co chcą osiągnąć?
Władzę. Śmieszną i małą władzę, ale w małym stawie być dużą
rybą to wystarczający bodziec by nie mieć skrupułów. A
najlepiej zagarnąć cały staw. Większość Polonii nie zwraca
uwagi na te rozgrywki. Zajęci swoimi sprawami nie interesuje
ich specjalnie, co się dzieje i nie widzą zmian. Ale to nie
znaczy, że w tej miniaturce społeczności nie działają te
najgorsze instynkty rodzaju ludzkiego. Jakie są ich cele?
Przejąć wszystkie symbole Polonii. Pomału, po trochu, każdy
przyczółek jest dobry. Zabrać sklepik szkolny zespołowi
Polanie, usunąć Konsulat Honorowy z Domu Polskiego, wyrzucić
kierownika tego Domu, mimo że ma największe osiągnięcia ze
wszystkich dotychczasowych. Czemu? Bo jak w każdym „stawie”,
dużym czy małym, trzeba mieć będzie stanowiska do
nagrodzenia lojalnych. To podstawowa iskra do takiego
działania. No i listy, listy, i jeszcze raz listy. List do
starego człowieka, prawdziwego kombatanta, którego pierś
ugina się od orderów, list pełen oszczerstw i ubliżeń, list
napisany przez osobę, która nawet nie wiadomo dlaczego jest
w organizacji Kombatantów, osobę młodą, która nie wie gdzie
lufa a gdzie kolba karabinu. Czemu? Bo to kolejna iskra dla
wzniecenia niszczycielskiego pożaru. Kłamstwo powtarzane
staje się prawdą…
Nie wierzę by się
opamiętali. Kto to jest? Łatwo ich poznać. Po wyjściu ze
mszy, a są w Kościele w każdą niedzielę ich twarze zmieniają
się w maski nienawiści. Brzydną, stają się widoczni. To
fizyczna tymczasowa przemiana. Ich dusza jest stała, ZŁA.
Czy Boże Narodzenie coś zmieni? Czy przyjdzie opamiętanie,
czy wyimaginowane przez nich doznane krzywdy zostaną
przebaczone w imię nauki Chrystusa? Chciałbym wierzyć, że
tak, ale zbyt daleko zaszli by się cofnąć. Polonio czekają
Cie zmiany, o których nie wiesz i których się nie domyślasz,
ale których doświadczysz, nawet gdy Cie to teraz
niespecjalnie obchodzi. Na to też liczą ci, którzy te zmiany
szykują. Na obojętność.
Wesołych i szczęśliwych
Świąt Bożego Narodzenia i jak najlepszego Nowego Roku
Marek Mańkowski
|
|