|


Irek jest w Calgary malarzem. Pracuje dużo, za dużo, często
do późnych godzin nocnych. W ten długi weekend postanowił
wybrać się na ryby. Chyba. Jakoś tak się zawsze składa, że
musi coś dokończyć pomalować. No ale tym razem może się uda.
Gdzie w Albercie jeździ się na ryby? Najlepiej wiedzą Adam i
Tadek, no i chyba Mietek, ale nie miałem ostatnio możliwości
ich spotkać wiec wyciągnąłem wiadomości od Irka. Jedno z
takich miejsc to Crawling Valley Reservoir. Dojechać tam
łatwo, po prostu trzeba wyjechać z Calgary na wschód w
stronę Toronto - Trans - Canada H-wy nr. 1 . Przed
miasteczkiem Bassano, nie dojeżdżając do Toronto, zaraz po
przejechaniu torów kolejowych trzeba skręcić w lewo i
szutrową drogą dojedziemy do zalewu w którym można pomoczyć
wędkę i nawet złapać rybę. Podobno nie wolno łapać tam
sandaczy, chociaż są, więc jak się złapie to trzeba go
wypuścić. Za to szczupaka podobno można wziąć. Ponieważ
jednak ze mnie wędkarz nie najlepszy (w dziale „Archiwum”
polecam mój artykuł pt. „Lecąc na Północ, w którym opisuję
m.in. swoje wędkarskie umiejętności), radzę zapoznać się z
aktualnym prawem wędkarskim dla Alberty i dla tego regionu.
Ja też to zrobię, ale nie na pewno, bo jak w końcu spotkam
Adama i Tadka to oni mi powiedzą, a może nawet zabiorą na
ryby. Na razie bronią się przed tym rękami i nogami, bo
chyba mają mnie za Jonasza, chociaż przy rybach to Jonasz
przecież, jako wielorybia przynęta sprawdził się doskonale.
Tak czy inaczej już trzy lata temu dostałem od Adama
kołowrotek, potem wędkę, która świeci sama w nocy i żyłkę.
Haczyka mi nie dał, chyba myśli, że i tak zaraz go urwę,
wiec po co. Tak czy inaczej Adam i Tadek obiecują, że mnie
na ryby zabiorą bardzo niedługo. To będzie ciekawa na pewno
wyprawa. Adam ma łódkę z silnikiem, który działa, a Tadek
ogromny samochód terenowy, luksusowy, odjazdowy, w którym ma
też GPS, i to taki, który pokazuje jego żonie w domu na
ekranie komputera gdzie on w danej chwili jest. Nie wiem po
co Tadek chce żeby jego żona wiedziała. Może to po tym
kawale wędkarskim, w którym żona pyta męża: „pamiętasz
kochanie jak byłeś w zeszłym roku na rybach”, „tak,
pamiętam”- odpowiada mąż. „A bo właśnie jedna z nich
dzwoniła, że będziecie mieli dziecko…” Znając Tadka, wiem że
on na pewno jeździ na ryby prawdziwe, bo to jego życiowa
pasja i żadna tam „syrena” z drogi go nie zawróci ani na
manowce nie ściągnie, ale może to takie dmuchanie na zimne.
Co prawda jadąc jego samochodem można pomyśleć, iż można go
zaprogramować by sam sobie pojechał i wrócił w określone
miejsca… hm. No dosyć tego, zaraz dostanę po głowie najpierw
od niego a potem od jego żony i rybach będę mógł zapomnieć,
nawet tych złapanych przez niego, a które udało mi się parę
razy konsumować. Zresztą on większy ode mnie, więc może
przestałbym wreszcie podskakiwać jak ten zajączek przy
niedźwiedziu.
 
W Kanadzie złapałem do tej pory przez 21 lat 5 (pięć ) ryb –
cztery szczupaki i jednego musky, mam zdjęcia i nie zawaham
się się ich użyć. Wracając do tego gdzie pojechać w Albercie
na ryby, to jeszcze jest McGregor Lake, Keho Lake, Travers
Reservoir. To wszystko na południowy wschód. Nigdy tam
jeszcze nie byłem, ale zamierzam być jak tylko przyjdzie
lato. Wszyscy obiecują że lato w Albercie w tym roku będzie,
ale to nie jest do końca pewne, chociaż liście pomalutku się
już zapowiadają na drzewach. To oczywiście może być tylko
propaganda, bo dzisiaj w nocy (13 maja 2009) spadł śnieg i
jest -3 stopnie C. Mimo to w nadchodzący długi weekend
harcerze wybierają się na biwak nad Sylvan Lake i my może
też. Rzucam tak nazwami tych jezior w Albercie, bo jest ich
w porównaniu z Ontario tak niewiele, że można wszystkie
zapamiętać nawet w moim wieku. Jeśli pojedziemy to na pewno
wezmę swoją nową wędkę i kołowrotek i żyłkę i kupię sobie
haczyk, a może nawet pięć na wszelki wypadek. Łatwe to teraz
jest, bo 15 minut na północ od mojego domu otwarto niedawno
sklep, a właściwie boga wszystkich sklepów. Ogromny,
największy jaki widziałem „Outdoor Store” .
 
Nazywa się „Bass Pro Shops”. Wszystkie Le Baron chowają się
przy nim.
 

 
 
 
 
 
 
Jest ogromny, na dwóch poziomach, wspaniale udekorowany
scenami zwierząt, ryb i ptaków, które jak żywe i w
naturalnej wielkości otaczają nas tam dookoła. Można tam
pojechać na cały dzień i jeszcze się wszystkiego nie
obejrzy. Jak się zgłodnieje to na miejscu jest stylowa
kawiarenka/jadłodajnia, fotele do odpoczynku, kanapy. Ale
kto by tam miał czas na odpoczynek w tym sklepie. TAM JEST
WSZYSTKO, co lubiący wyjazdy w naturę może sobie zamarzyć,
łącznie z łodziami. Tam właśnie kupię sobie haczyk, bo całą
resztę to już chyba mam. Sklep ten łatwo znaleźć, wystarczy
pojechać „Deer Foot”tak jak na Edmonton. Nie dojeżdżając do
Airdrie, na skrzyżowaniu z drogą 566 w kierunku Balsac, po
prawej stronie widać ten sklep z autostrady. Szczerze
polecam na całodniową wycieczkę, nawet jeśli nic nie
zamierzamy kupić.
Marek Mańkowski
"Goniec" 15-21 maj 2009
|
|