|
Podhalanie to
chyba najbardziej skonsolidowana grupa na emigracji. Mają
swoją organizację w każdym skupisku Polonii w Ameryce
Północnej. Podhale to obszar na południu Polski. Kraina ta
położona jest w dorzeczu górnego Dunajca. Zajmuje
środkową część Kotliny Podhala. Na południe wchodzi w
Tatry i nazywana jest Skalnym Podhalem, a na północy to
Gorce i Pasmo Podhalańskie. Dla ludzi z nizin, nazywanych
przez Górali Ceprami, Podhale kojarzy się z Janosikiem,
twardymi honorowymi ludźmi skorymi do „bitki i do wypitki”,
pięknymi góralskimi chatami, bacami, juhasami i owcami, no i
oczywiście owczarkami podhalańskimi. Ja, urodzony nad
morzem, czyli jakby na drugim biegunie Polski, pierwszy raz
spotkałem się z magią gór już w liceum, gdy wyjechaliśmy na
dwutygodniową wędrówkę przez Gorce i Pieniny. Samo Zakopane,
serce Podhala zobaczyłem dopiero pod koniec lat
siedemdziesiątych. Miałem jednak pecha. Chociaż była to zima
stulecia 1979 rok i na Pomorzu zaspy sięgały 3 metrów, w
Zakopanem padał deszcz, śniegu nie było wcale, a widok z
hotelu Kasprowy, przez dwa dni pobytu tam stanowiła ściana
mgły. Tak więc, mimo że w związku z pracą widziałem każdy
zakątek Polski, byłem w każdej gminie, jechałem każdą drogą
i spałem w każdym orbisowskim i nie tylko hotelu, to nigdy
nie było mi dane zobaczyć Giewontu, Morskiego Oka ani Rys, a
gdy już tam dotarłem to wszystko otuliła nieprzenikalna
mgła. Takie fatum. Słyszałem oczywiście o Góralach,
oglądałem serial o Janosiku i czytałem w Potopie jak Górale
uratowali króla. Na tym moja wiedza o tym ludzie się
kończyła. Nie wiedziałem wtedy że tereny Podhala zasiedlane
były w wieku XII przez ludy wołoskie, ruskie, słowackie,
węgierskie i polskie. W rezultacie na Podhalu ukształtowała
się odrębna kultura ludowa Górali Podhalańskich. Stali się
jakby odrębnym ludem, twardym, bardzo religijnym i
honorowym. Z własną hierarchią wartości. Z czasem
rozproszyli się też po całym świecie w poszukiwaniu chleba,
ale zawsze podtrzymywali swoje korzenie i przekazywali
tradycję swoim dzieciom.
Co ciekawe, te dzieci, młodzież i dorośli ciągle z
własnej woli tu w Kanadzie hołdują swoim tradycjom,
przyśpiewkom i strojom. Pracowałem przez jakiś czas w firmie
prowadzonej przez rodowitego Górala z Podhala. Pracował u
niego na rocznym kontrakcie młody dwudziestoletni chłopak,
też Góral z Zakopanego, Andrzej. Cały dzień leciały z
głośnika piosenki i przyśpiewki góralskie, zamiast
spodziewanego u młodego człowieka rocku, rapu czy innej
młodzieżowej muzyki. On to naprawdę lubił i mógł słuchać bez
przerwy. Nic dziwnego, że do tej pory trwają i tak niewiele
zmieniła się ich dusza. Jeśli chodzi o mnie to musiałem
przewędrować pół świata, by u podnóża niebotycznych Gór
Skalistych spotkać prawdziwych polskich Górali, których
nigdy nie dane mi było spotkać w Polsce. W ostatnią
niedzielę 5 września odbyła się w calgaryjskim polskim
kościele specjalna msza na której obecni byli Górale ze
Związku Podhalan w Kanadzie z Calgary, Edmonton i Vancouver.
Po mszy, w Sali parafialnej zespół „Watra” z Edmonton dał
piękny pokaz tańców góralskich. Podhalanie chcieli się
spotkać by odświeżyć i zmobilizować podhalańską organizację
w Calgary.

Jan Strączek –
Helios, Góral z dziada pradziada, z greckimi korzeniami i
jego żona Marysia z Poronina i dwoje dzieci: Marcin i Aneta,
mieszkają w okolicy Cochrane, miasteczka 20 km na Zachód od
Calgary. Ich dom na wzgórzu widoczny jest z szosy nr 22
wiodącej na północ. Na łące w pobliżu domu góralski szałas.
Wokoło pasą się owieczki. Tu gazduje Jasiek Strączek-Helios.
Dalej na zachód, w górach ma też bacówkę, gdzie hodowane są
jak przed wiekami, zdrowo i bez żadnych chemicznych dodatków
krowy i cielęta. Jest tych krów 15 i 8 cielaków, do tego
kilka koni. Jak sam mówi „kółka do obory się wracają”, nawet
jeśli ta „obora” znajduje się tysiące kilometrów od Podhala.
Na podwórku oczywiście pies, owczarek podhalański. Jasiek
Strączek-Helios jest jedynym na świecie Góralem od którego
brał autograf
słynny aktor Arnold
Schwarzenegger
. Zdarzyło się to Idaho, gdzie co roku odbywa się
tradycyjny spęd owiec, ale to jest historia na oddzielne
opowiadanie.
U tego właśnie
Jaśka po mszy w niedzielę odbyło się spotkanie Podhalan
zachodniej Kanady przy ognisku, które po góralsku nazywa się
Watra. Spotkanie, które miało na celu wzmocnienie i
rozszerzenie organizacji Podhalan w Calgary. Zaprosił mnie
na nie sam gospodarz Jasiek. Nie ukrywam, że byłem bardzo
ciekawy takiego autentycznego góralskiego spotkania przy
ognisku i nie zawiodłem się. Jadąc tam ok. piątej po
południu, już z daleka zauważyłem na jego podwórzu
błyskające światła karetki pogotowia. No, myślę sobie,
czyżby te krewkie chłopaki już tak wcześnie puścili w ruch
swoje ciupagi? Wiem, że mieli je ze sobą, bo w tańcach w
Sali Parafialnej kilka godzin wcześniej dźwięczały ich
ostrza. Na szczęście, gdy dojechaliśmy na miejsce okazało
się że to nie bójka była powodem przyjazdu karetki a
„prozaiczna choroba” i panika żony chorego. Wszystko dobrze
się skończyło. Górale to bardzo gościnny naród. Zastawione
stoły ze smakołykami i oczywiście alkoholem. Nauczono mnie,
że pije się z jednego kieliszka, wznosząc toast i strząsając
resztę kropel na ziemię. Potem przyjmuje kieliszek adwersarz
i tak dopóki sił starczy i głowy. Część Górali i Góralek
było w strojach ludowych. Zwłaszcza jeden rzucał się w oczy:

Czesław Matyga.
Poorana twarz, potężna postura, długie do ramion włosy, orli
nos. Prawdziwy Podhalańczyk, jak z obrazu. Jak bardzo rzuca
się w oczy świadczy fakt że podczas ostatniej Olimpiady
Zimowej w Vancouver pisała o nim prasa kanadyjska i chyba
więcej gości fotografowało się z nim niż z samym Małyszem.
Jego żona jest vice-prezesem Związku Podhalan w Vancouver.
On, honorowy Góral, pilnuje jak mówi, by nikt nic nie
popsuł. Nazywają go Sabałą, bo jak sam mówi, lubi gawędę
„strzelić”, tradycji uczyć. Mówi: „żyj, gazduj i bądź dobry
a nie to ciupagą w plecy, albo ręką w kufę”… Krewki to naród
i charakterny. „ Jak fajna dziewczyna to dwa koguty muszą
się powadzić” mówi „Sabała”. „Przez to silniejszy wygrywa i
jego dzieci się rodzą”.
Proste to a jakże zgodne z naturą i jej prawami.
Dobrze, że w tych nowomodnych, miękkich czasach są jeszcze
ludzie, którzy przekazują te prawdy swoim dzieciom. „Sabała”
ma dzieci pięcioro, trzech synów i dwie córki, pięcioro
wnuków. Mówi, że: „im masz większą dyscyplinę tym bardziej
jesteś honorny, obywatel góralski i polski i masz tę siłę
daną przez dziada i pradziada i trzeba to przekazać
dzieciom. Musisz dać dzieciom tradycję, bo to jest ta siła”.
„Sabała” prowadzi też jedyną chyba w zachodniej Kanadzie
hodowlę owczarka podhalańskiego, psy z jego hodowli, jeszcze
w Polsce zdobywały wiele medali i jeżeli ktoś byłby chętny
to może sobie zamówić szczeniaka dzwoniąc pod nr 604
244-8747. Nadają się te psy i do owiec i do dzieci i do
ochrony mieszkania. Są przyjacielskie i serdeczne.

Ognisko
trwało, gorzałka krążyła wokoło, kiełbasa z ogniska
smakowała jak żadna inna. Zabawa i opowieści trwały, co
chwila odzywały się spontanicznie przyśpiewki góralskie.
Niestety musiałem wracać do Calgary. Górale zostali. U
podnóża obcych gór rozbrzmiewała góralska pieśń i góralska
tradycja Podhalan obejmowała Góry Skaliste i szła ponad
niedalekim rezerwatem Indian kanadyjskich. Tak obca tutaj a
tak swojska wrosła już i w tę ziemię przyniesiona zza
oceanu, z PODHALA.
Marek
Mańkowski
|
|