|
Praca dla Poloni nie
jest łatwa. Głównie z powodu podejścia naszych rodaków do
tych, którzy coś chcą z siebie dać. Jakoś wielu z nas nie
może sobie wyobrazić, że ktoś może coś zrobić
bezinteresownie i doszukują się ukrytych interesów. Jasne,
że przekręty się zdarzają, ale jest wystarczająco dużo
uczciwych ludzi by można było zaufać tym, co chcą coś
uczynić. Jest wśród nas jakaś dziwna zawiść, która wyłazi
jak czarna ameba. Zawiść ubierana w piórka dobrych chęci,
powodująca ze wymysły przedstawiane są jako prawda. Zawiść
niszcząca ludzi i ich chęci zrobienia czegoś. Istnieje
wszędzie, w każdym środowisku. Nie mamy na nią monopolu,
inne nacje też ja mają, ale to nie usprawiedliwia. Tyle
inicjatyw zostało zaprzepaszczonych tylko, dlatego, że jakaś
złośliwej wszy nie podobało się, że ktoś chce coś stworzyć.
Dotyczy to nie tylko działalności społecznej. Również w
biznesie plotki pomówienia i oszczerstwa stanowią dla
niektórych człowieczków normalną drogę życia. Nieszczęście
polega na tym, że łatka, żeby nie wiem jak nonsensowna, raz
przylepiona zostaje i niezwykle ciężko jest się jej pozbyć.
Jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe, że Ci człowieczkowie
chodzą w niedzielę do kościoła, modlą się jak by nigdy nic i
niejednokrotnie uważają, że spełniają dobre uczynki. Są
wszędzie, byli w Toronto i Mississauga, są i tutaj w
Calgary. Nie ma na nich sposobu ani rady. Niszczyli, niszczą
i będą niszczyć. Sfrustrowani, z wiecznymi pretensjami do
życia. Najłatwiej poznać ich po tym, że ciągle narzekają,
ciągle mają lekarstwo na wszystko i najmądrzejsze rady i nie
robią nic by coś zmienić. „A dlaczego ja?” To ich
najczęstsza odpowiedź.. Chodzące „niewiniątka” z moralnością
Dulskiej. Całe szczęście, że mimo wszystko są oni w
mniejszości i ciągle znajdują się ludzie, którzy chcą coś
tworzyć, zmieniać, budować. To dzięki nim trwa polska
tradycja, polski język, polska kultura. Polonia calgaryjska,
mimo że różna od torontońskiej z powodu większego
zintegrowania się z Kanadą ma ogromne sukcesy w zachowaniu
tutaj polskości. Dzieci z polskich rodzin chodzą do polskiej
szkoły, harcerstwo jest żywe prowadzone z pasją przez Adama
i Basię Gorzkowskich. Zespół taneczny Polanie, prowadzony
przez Patrycję Czerski jest znany nie tylko w Poloni. Polska
szkoła, polski Kościół, którego proboszcz pisze polską
historię tych ziem. Nie ma tylko miejscowych gazet, bo
biznesy polskie, których jest wiele, nie opieraja się na
Poloni jak w Toronto, w związku z tym prasa, która utrzymuje
się przecież z reklam upadała kilka razy i już się nie
podniosła.

|
Mimo tych trudności dla
polskich mediów, utrzymuje się w Calgary polska telewizja.
W każdy czwartek o godz. 20:00 do 21:30 z powtórką w
niedzielę o godz. 15:00 na kanale kablowym 70 przez półtorej
godziny możemy oglądać polski program tworzony tutaj na
miejscu. Jak każda polska instytucja na obczyźnie
przechodziła wzloty i upadki. Prowadziło ją wielu ludzi,
każdy miał jakieś nadzieje, jedni robili to lepiej inni
gorzej, ale Polska Telewizja w Calgary trwała. Od pięciu
lat, a dokładnie od kwietnia 2001 roku prowadzi ją najpierw
trzech, a obecnie dwóch młodych ludzi.

Ci, co zostali to Marek
Kadziolka lat 28 i Krzysztof Huk lat 26. Tych dwóch
poświęca swój czas by trwało polskie słowo na tym odległym
od całego świata terenie. Są amatorami, nie zawsze wszystko
idzie idealnie, są potknięcia słowne i często jakość obrazu
pozostawia wiele do życzenia, ale są. Na szczęście innym też
zależy by telewizja trwała i sponsorują ją swoimi reklamami
i dotacjami. Niedawno PTVC, czyli Polska Telewizja Calgary
obchodziła swoje 15-sto lecie. Zostałem zaproszony na te
obchody, a była to jak przystało na młodych impreza
dyskotekowa z DJ Markski, który przyjechał aż z dalekiego
Chicago. Zanim jednak zaczęła się dyskoteka, było uroczyste
powitanie i pokaz tańca towarzyskiego. Krzysztof i Marek
sami występowali jako konferansjerzy. Zaprosili jako gości
honorowych tych wszystkich, którzy prowadzili PTVC
poprzednia, tzn. wszystkich tych, do których udało im się
dotrzeć. Krzysztof, Barański, który prowadził telewizję
razem z nimi przez kilka lat, obsługiwał kamerę. W pewnym
momencie organizatorzy poprosili do wspólnego zdjęcia tych
wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli coś wspólnego z
tworzeniem programu. Taka pamiątkowa fotografia. Była
oczywiście kolacja, całkiem smaczna, otwarty bar, parkiet i
głośna muzyka. Jednym ze sponsorów był program radiowy z
Polski, chyba RFM, którego reklamowe koszulki poleciały z
estrady na salę rzucane przez Marka w tańczących. Okazało
się, że nie tylko młodzi bawią się na dyskotece, ale również
i starsi potrafią bawić się w rytm nowoczesnej muzyki. W
sumie impreza bardzo udana, tak ją przynajmniej ja
widziałem. Oczywiście zawsze znajdą się malkontenci, którym
nic się nie podoba. A to stoliki ustawione za ciasno, a to
opaski zamiast pieczątek na ręce nie pasują itp. Nie zwracam
na to uwagi nawet już im nie współczuję, bo dla nich to
chyba właśnie jest przyjemnością. Najlepszy sposób to ich
nie słuchać by sobie nie popsuć zabawy. Przyjemnie było
patrzeć ta tańczące w rytm dyskotekowych piosenek
dziewczyny, parkiet był pełny i to najważniejsze. Nie było
też zauważalnych zadrażnień poza jednym, gdy zbyt pijany
gość najpierw uparł się by odebrać swój płaszcz w barze
zamiast w szatni, a potem wyszedł przez szybę zamiast przez
drzwi. I tu zadziała sprawność organizatorów, którzy
potrafili załatwić wymianę szyby zanim skończyła się zabawa.
Wielką pomocą w organizacji 15-sto lecia była Ella Rysz.
Ella jest jakby „szarą eminencją” obecnej PTVC. Ona też
stworzyła i prowadzi internetową stronę informacyjną Polonii
w Calgary –
www.ploty.com . Ale to już kolejna historia
Marek Mańkowski
"Goniec" 15.12.2006 r. |