|

Na to wygląda.
Chociaż jak zadzwoniłem dziś do siostry do Mississauga i
powiedziała mi że tam jest + 28C, to mi się z calgaryjskimi
+ 16C zrobiło się trochę chłodno.
Ale to nic. Kalendarzowe lato jest i to
najważniejsze, a co za tym idzie są też różne letnie imprezy
polonijne jak np. piknik. Piknik to był prawdziwy,
zorganizowany przez Dom Polski, Seniorów, Kombatantów z Koła
nr 18 i chyba SPK też. SPK to stowarzyszenie Polsko –
Kanadyjskie. Tak się to chyba nazywa. Ciągle nie mogę się
tego nauczyć, chociaż jak wypomniał mi Staszek, mieszkam tu
już tak długo, że mógłbym to już wiedzieć. Widocznie jestem
odporny na wiedzę. Staszek i kilka innych osób polują też na
błędy ortograficzne i różniste i muszę powiedzieć, że ani
automatyczny kontroler w komputerze, ani korektorka Gońca
nie umywają się do nich i zawsze znajdą coś co przesłania im
temat na jaki było pisane, bo najważniejszy był przecinek
albo coś. Brak lub nadmiar tego przecinka czy czegoś urasta
w ich pojęciu do problemu olbrzymiego, łącznie z brakiem
szacunku do czytelnika, nieuctwa i lekceważenia i braku
patriotyzmu… Brr… Malkontentów nigdy nie brakowało i nie
brakuje. Jest w Calgary taka strona internetowa
www.poloniawcalgary.com na której ukazywały się wiersze,
artykuły i opracowania różnych osób. Lepsze, gorsze, ciekawe
i mniej, ale były. Były opisy podróży i historia i
ciekawostki z Calgary. Była też możliwość komentarzy.
Niestety komentarze opanowały trzy osoby, oczywiście pod
pseudonimami, bo jak inaczej. Wydziwiały na wszystko. Nie
miał znaczenia temat, ważne dla nich było by komuś ubliżyć,
przykopać, sprawić przykrość. „Polonijne Mendy”, jak
napisała Kaja Cyganik w swoim blogu z Toronto. Efekt był
taki, że ludzie wycofali swoje prace, by nie padać ofiarą
hien. Właściciel strony zrobił jedyną słuszną rzecz,
skasował możliwość komentarzy. Czy wrócą tam ci którzy
chcieli się dzielić swoimi pracami? Nie wiem. Szkoda.
Najgorsze jest to że do tych malkontentów nie dociera że
robią coś złego. Oni trwają w przekonaniu że ich krucjata
przeciwko wszystkiemu to największe dobro, a oni sami są
tacy wielcy i wspaniali… Ech, zakompleksieni
człowieczkowie...Byłby to żałosne gdyby nie robiło tyle zła.
No,
ale wracając do Pikniku. Piknik i majówka zawsze mi się
kojarzą z zieloną trawą, słońcem i wiosennym ciepłem. No
tak, ale tu jest Calgary. Ciepło w maju? Akurat! Przecież
jeszcze w czerwcu mieliśmy śnieg. Tak więc organizatorzy
pomyśleli dobrze i Piknik odbył się w Domu Polskim na dużej
sali. Wszystko było jak trzeba, polskie jedzenie, bigos,
kiełbaski, flaczki, ciastka, piwo.

I tylko
zielonej trawy nie było, a dzieci miały wielki telewizor
przed którym sobie siedziały oglądając bajkę. No ale z
drugiej strony trudno Majówkę robić w lipcu czy w sierpniu.
Całe szczęście, że jest w Polonii calgaryjskiej tylu
ochotników by to wszystko przygotować, zorganizować,
ugotować, upiec i podawać. Poświęcają swój własny czas,
umiejętności, często pieniądze. Czy kiedykolwiek ktoś z tych
którzy tylko z tego korzystają pomyślał ile pracy jest z tym
związane? Pracy za którą czasem, zamiast dobrego słowa i
podziękowania, usłyszy się tylko malkontencką krytykę od
wiecznych małych narzekaczy. Narzekaczy, którzy zawsze
wiedzą jak powinno coś być zrobione, ale którzy sami się za
to zrobienie nie wezmą…
 
Drugą większą
imprezą był coroczny Polski Festiwal. Festiwal istnieje
prawie od początków polskiej parafii w Calgary nazywany w
poprzednich latach Bazarem. Na terenie Kościoła rozstawiają
się kramy z różnymi wyrobami, serwowane jest polskie
jedzenie i ciasta, na ustawionej scenie występują zespoły
taneczne i indywidualni artyści. Impreza trwa przez dwa dni.
I znowu jest to ogromna praca ochotników. Tym razem pogoda
dopisała. Było słonecznie i ciepło (+20C), rozchodził się
zapach pieczonej kiełbaski i innych polskich pyszności a na
scenie występowali nasi właśni calgaryjscy artyści. Był
koncert fortepianowy i skrzypce i piosenki indywidualne i
zespołowe i wspaniale kolorowy zespół „Harfa” przebrany w
stroje cygańskie dał wspaniały popis piosenek i tańca z
cygańskiego folkloru i nie tylko. W parafialnym ogrodzie za
plebanią urządzony był plac zabaw dla dzieci, Tym razem na
pięknej zielonej trawie i były też dziecięce występy na
małej scenie. Drugi dzień Festiwalu już nie był taki ciepły,
ale słuchając występów nie zwracało się specjalnej uwagi na
pogodę. Przez dwa dni Polonia się bawiła wśród swoich.
Marek
Mańkowski
|
|