|

Wiosna w Calgary jak
zwykle mroźna i śnieżna. Jednak jest pierwsza prawdziwa jej
oznaka: temperatura podniosła się znacząco i teraz jest
tylko do -10 w nocy, a w dzień to nawet -3 czasem bywa. Moje
ulubione Globalne Ocieplenie powoduje, że pada dużo więcej
śniegu, na drzewach, siatkach i kablach piękna szadź (lub
sadź jak wolą niektórzy), w powietrzu wilgoć i czuję się jak
w Toronto w styczniu. Wczoraj szalała zamieć śnieżna, co
wyszedłem ze sklepu to musiałem skrobać szyby w samochodzie
a jadąc ślizgało się fajnie. Jednym słowem wiosna „całą
gębą” jak to mówią (zapomniałem kto…).
W Calgary mało sypią
soli, bo przy temperaturze -30 i tak nie rozpuszcza lodu.
Sypią za to żwir z błotem. Dzięki temu nie ma samochodu,
który nie miałby popękanej szyby od kamieni lecących z pod
opon. Od małego pęknięcia robi się większe, a potem leci
przez całą szybę we wszystkich kierunkach. Gdy jest ich już
tyle, że nie wiele widać, zwłaszcza w nocy w świetle
reflektorów, to wymienia się szybę. To żwirowe błoto jest
wszędzie. I będzie jeszcze długo, bo przyszła prognoza, że w
sobotę znowu spadnie 10 cm śniegu i mimo, że temperatura ma
być tylko ok. -2 to i tak sypać będą żwirem, bo pewnie
taniej. Moja szyba jest już cała w pajęczynę popękań. Trzeba
będzie ją wymienić, ale jeszcze nie teraz. Można tę szybę
oczywiście naprawiać po każdym drobnym (do 10 cm) pęknięciu
i kosztuje to tylko 30 dolarów. Takich pęknięć zimą jest
jednak więcej niż 10 więc chyba jednak opłaca się poczekać i
wymienić latem całą szybę za 300 dol. Firmy które naprawiają
lub wymieniają te szyby mają w Calgary dobry biznes, często
połączony z tzw. „micropaint repair” bo ten żwir oczywiście
nie oszczędza również lakieru na masce samochodu.

W zeszły poniedziałek
odwiedziło mnie moje dziecko Marcin, które mieszka od
pewnego czasu w Vancouver. Dziecko już dawno przestało być
dzieckiem (ma lat 37 i jest dawno żonaty), ale co tam, dla
rodziców dzieci zawsze dziećmi będą. Vancouver ma to do
siebie, że zima jest tam bardzo deszczowa. Bardzo deszczowe
jest też lato, więc chyba te pory roku niewiele się różnią.
Pamiętam jak dziś, gdy będąc służbowo w Vancouver oglądałem
w hotelu miejscową prognozę pogody. Pan „Chmurka” grobowym
głosem zapowiadał żeby, kto nie musi nie wychodził z domu i
nie wyjeżdżał w drogę. Brzmiało to jak narodowa katastrofa
pogodowa. Patrzyłem z uwagą, bo właśnie rano miałem ruszać w
drogę samochodem z powrotem do Mississauga i takie pogodowe
rzeczy były niepożądane. Słucham więc uważnie co dalej, a tu
okazuje się że ma być -3 Celsjusza i 5 cm śniegu… No cóż, co
kraj (prowincja) to obyczaj. Wracając do „dziecka” Marcina;
przyjechał służbowo na dwa dni i nocował u nas. Rano
odprowadziłem go do jego wypożyczonego samochodu, który
trzeba było odgarnąć ze śniegu padającego całą noc.
Widziałem jak bardzo chciał być z powrotem w Vancouver,
gdzie szyby, jak rok okrągły czyszczą tylko wycieraczki, a
nie skrobaczka do lodu i szczotka.

Zmęczeni zimą z
przyjemnością przyjęliśmy zaproszenie na afrykańskie
urodziny Marka Grzesiaka do Brag Creek. Brag Creek nie leży
w Afryce tylko 40 km na zachód od Calgary i jest tam równie
mroźno i jeszcze bardziej śnieżnie. Czemu więc urodziny
afrykańskie? Bo Marek wraz z żoną Iwoną wrócili właśnie z
kilkutygodniowej wycieczki do Republiki Południowej Afryki,
gdzie było słonecznie, gorąco i zielono.

Chcieli podzielić się z
gośćmi tą „gorącością” i wierzcie mi, że mroźny kwietniową
calgaryjską niedzielę, gorącość nawet na zdjęciu jest
niezwykle pożądana. Marek przywitał nas ubrany po afrykańsku
w oryginalnym stroju stamtąd, co również powodowało, że
robiło się cieplej, chociaż śniegu od tego nie ubywało.
Gości zjechało się co niemiara bo była to też próba nowego
przedstawienia AEPA w reżyserii Miry Starczyk. Będzie to
komedia współczesna i jak uczy dotychczasowe doświadczenie
naprawdę warta obejrzenia.

To jednak w dopiero w
przyszłości a teraz Marek musiał odśnieżyć cały teren przed
swoim „bed &
breakfast” „Riverside
Chateau”. Zulus Czaka chyba nigdy w życiu nie odgarniał
śniegu wiec ciekawie było popatrzyć na „afrykańczyka”
szuflującego zwały śniegu. W środku Chateau było jednak
ciepło, zdjęcia z Afryki rozgrzewały samym widokiem i
chociaż na kilka godzin można było zapomnieć że zima potrwa
jeszcze przynajmniej dwa miesiące. Kto by chciał rozgrzać
się trochę przy afrykańskich wspomnieniach i ogromnym
prawdziwym kominku, niech zadzwoni do Marka i zarezerwuje
sobie romantyczny weekend w jednym z uroczych miejsc
popularnego Brag Creek. Telefon:
403 835-6032
Z życzeniami szybkiego nadejścia cieplejszych dni
Marek Mańkowski
|
|